W dawnych słowiańskich wierzeniach największe niebezpieczeństwo mogło nadejść w samym środku dnia. Gdy letnie słońce paliło, a powietrze drżało od gorąca, między łanami zbóż miała pojawiać się przerażająca istota. Legenda o południcy to opowieść o tych, którzy zlekceważyli ostrzeżenia przodków.

Cisza w godzinie największego upału
Lato na dawnych słowiańskich ziemiach było czasem ciężkiej pracy. Żniwa decydowały o tym, czy wieś przetrwa nadchodzącą zimę. Ludzie od świtu pracowali na polach, ścinając zborze w skwarze tak silnym, że ziemia pękała pod stopami. Istniała jednak godzina, której obawiano się najbardziej. W samo południe pola pustoszały, a ludzie wracali do chat lub szukali cienia pod drzewami. Wierzono bowiem, że wtedy między łanami zbóż pojawia się południca, demon niosący śmierć podczas żniw. Legenda o południcy mówi, że tylko głupiec odważyłby się zostać na polu, gdy powietrze zaczyna drżeć od gorąca.
Kobieta pośród złotych pól
Pewnego lata młody żniwiarz postanowił pracować dłużej i ciężej od innych. Chciał zebrać więcej zboża przed nadciągającą burzą. Słońce stało wysoko nad ziemią, a pola przypominały morze złota. Powietrze było ciężkie i nieruchome. Nawet ptaki ucichły i pochowały się gdzieś na gałęziach czy w gniazdach. Wtedy między łanami pojawiła się kobieta ubrana w długą białą szatę.
Legenda opisuje południcę jako niezwykle wysoką i nienaturalnie bladą istotę. Jej włosy miały przypominać suche źdźbła trawy, a oczy błyszczały jak rozgrzane szkło. W ręku trzymała sierp. I choć wyglądała upiornie, to była… urzekająca. Żniwiarz próbował odwrócić wzrok, ale nie potrafił. Południca zbliżała się do niego krok po kroku.
Pytanie, na które nie ma odpowiedzi
W wielu słowiańskich opowieściach południca nie atakowała od razu. Najpierw zatrzymywała człowieka, rozmawiała z nim, pytała o pracę, życie, rodzinę albo żniwa. Jeśli ktoś odpowiedział w sposób niewłaściwy albo był zbyt zmęczony, by mówić, demon sprowadzał na niego szaleństwo lub śmierć. Tak było i tym razem.
Południca zapytała młodego mężczyznę, ile ziaren rodzi jedno kłosie i gdzie kończy się granica złotego morza. Pytania stawały się coraz dziwniejsze, a upał coraz bardziej nieznośny. Mężczyzna czuł, że ziemia wiruje mu pod nogami. Pot spływał po twarzy, a gardło wyschło. W końcu upadł na ziemię. Gdy mieszkańcy go odnaleźli, był blady jak popiół i majaczył o kobiecie. Według niektórych wersji legendy przeżył, ale już nigdy nie odzyskał zdrowia. Inne opowieści kończą się znacznie mroczniej.
Dodaj Kroniki do preferowanych źródeł Google





