Przejdź do treści

Sigurd i smok Fafnir. Gorzki smak przeznaczenia

Na krańcach świata, gdzie ziemia pachnie żelazem, a niebo przecinają wiatry niosące głosy dawnych bogów, rozgrywa się opowieść większa niż życie. Sigurd i smok to historia o bohaterze, którego miecz przebił nie tylko smoczą łuskę, ale przypieczętował też los.

Chłopiec wychowany przez kowala

Sigurd przyszedł na świat w cieniu dawnych bitew, jako syn zabitego wodza. Wychowałgo Regin, mistrz kowalstwa, człowiek o dłoniach pokrytych sadzą i oczach, w których czaił się mrok. Chłopiec szybko wyrósł na młodzieńca silnego jak jesion i zwinnego jak cień wilka. Miecz w jego dłoni był przedłużeniem myśli. Każdy ruch był precyzyjny. Regin jednak tkał wokół niego własną sieć.

Pewnego wieczoru, gdy ogień w kuźni przygasł, kowal opowiedział chłopcu niezwykłą historię.

– Mój brat, Fafnir… – zaczął. – Niegdyś człowiek, teraz bestia. Smok, który zagrabił złoto ojca i uczynił ze mnie biedaka. Jedynie moja znajomość fachu uchroniła mnie przed kompletnym upadkiem.

Słowa sunęły jak gadzie łuski, a Sigurd, młody i dumny, w skupieniu słuchał każdego ich szelestu. NIe wiedział jeszcze, że ta moneta, jak to zwykle bywa, ma dwie strony.

Przeznaczenie wykute z żelaza

Regin poprosił Sigurda o pomoc. Chciał, by młodzieniec zabił smoka i zwrócił kowalowi należne mu dziedzictwo.

– Uzbroję cię. W dodatku nie w byle jaki oręż – rzekł. – Zrobimy nowy miecz. Taki, który przetnie nawet świat, jeśli tylko tego zapragniesz.

Tak narodził się Gram, ostrze zdolne przeciąć kowadło na pół. Miecz śpiewał, gdy go podnoszono, a Sigurd wiedział, że to nie jest zwykła broń. Brzmiała jak los, który w końcu wyrzekł jego imię. Młodzieniec z radością tańczył do tej niezwykłej melodii.

Wkrótce Sigurd zakończył przygotowania i ruszył na wyprawę. Wiodły go marzenia o bohaterstwie i bogactwie. Żądza przygody. Wędrował w stronę smoka, który zatruwał ziemię samym swym istnieniem. Jeśli kowal się nie myli, to smok spoczywa na kopcu złota.

Smok o sercu czarniejszym niż noc

Fafnir był istotą przerażającą. Nie przypominał już człowieka, którym niegdyś był. Jego ciało skłębiło się w monstrualną formę gada, rosnąć z każdym rokiem. Złoto ojca przylgnęło do niego niczym druga skóra, a przekleństwo rodu wsiąkło w jego krew.

Zanim Sigurd stanłą z nim twarzą w twarz, skorzystał z rady mędrca, którego spotkał kilka dni wcześniej na swojej drodze. Nie wiedział wtedy, że starcem był sam Odyn w przebraniu. W końcu nordycki bóg był znany ze swego umiłowania do przebywania między ludzi i przybierania różnych postaci.

– Nie atakuj od przodu, młodzieńcze – poradził starzec. – Wykop jamę. Czekaj cierpliwie. Gdy smok przejdzie nad tobą, uderz.

Sigurd uznał, że to może być dobry plan i postanowił posłuchać rady. Wykopał więc dół, w którym się schował, a sztych miecza skierował ku górze. Gdy Fafnir pełzł na wodopój, ziemia drżała jak serce przed pierwszą bitwą. A gdy jego łuski przysłoniły niebo, Sigurd pchnął bez wahania, przebijając ciało bestii.

Ryk smoka niósł się jak burza rozdzierająca niebo. Fafnir padł na ziemię, a zamglone spojrzenie skierował na młodzieńca.

– Kto cię wysłał? Kim jest zdrajca? – zapytał z cichym sykiem.

Sigurd nie skłamał. Rzekł, że przysłał go Regin, a smok zaśmiał się gorzko.

– Mój brat nigdy nie chciał niczego prócz złota. Z tobą zrobi to samo, co ze mną – jego ostatnie słowa rozbrzmiewały w głowie Sigurda, ale chłopak postanowił nie zastanawiać się nad nimi. Bo czy warto pozwlić, by słowa podstępnej bestii zatruły umysł?

Serce smoka i głos ptaków

Sigurd, znużony walką, usiadł, by upiec serce Fafnira. Tak nakazał mu Regin. Gdy spróbował dotknąć palcami gorącego mięsa, oparzył się, a kropla krwi smoka spłynęła mu na język, gdy odruchowo wziął palce do ust. Wtedy stało się coś niezwykłego. Ptaki, zwykłe leśne ptaki, przemówiły do niego.

– Uważaj na regina – śpiewały. – Planuje cię zgładzić i zagarnąć złoto.
– Uciekaj, Sigurdzie, albo uprzedź zdradę.
– Los wiedziony chciwością nigdy nie prowadzi do zwycięstwa.

Sigurd podniósł wzrok. W słowach ptaków była prawda, którą nagle zaczął dostrzegać jak światło przesączające się przez czarne chmury. Nim ruszył w dalszą podróż, wykąpał się w krwi Fafnira, widząc jej wielką moc. Od tej pory był niepodatny na ciosy. Nic nie było w stanie przeciąć jego skóry. Z wyjątkiem jednego miejsca na lewej łopatce, gdzie podczas kąpieli spadł liść z pobliskiego drzewa.

Młodzieniec wrócił do wioski, znając zamiary Regina. Bez wahania przeciął węzeł przeznaczenia, zanim kowal zdążył zawiązać go wokół jego gardła.

Sigurd zabrał skarb Nibelungów, choć ptaki ostrzegały, że nosi on przekleństwo. Złoto błyszczało jak słońce zamknięte w metalu, ale jego blask palił duszę. Młody wojownik wędrował dalej. Do świata, który czekał na swego bohatera. Znalazł miłość, chwałę, a potem… przyszła zdrada i śmierć. Pchnięcie włócznią prosto w jedyny słaby punkt na ciele bohatera, podczas gdy ten przykucnął nad potokiem, odwrócony tyłem do tych, którym ufał. Taki już los tych, którzy dotykają złota Nibelungów.

Podziel się magią
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z fantastycznych ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaga nam w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne. Dzięki temu jesteśmy w stanie skuteczniej je rozwijać i sprawiać, że Twoje wrażenia będą znacznie lepsze.