Soft-worldbuilding jest ciekawą praktyką, którą chętnie stosuje wielu twórców fantasy. Jest to całkowite przeciwieństwo zadbania o logiczność i sens całego świata, a jednak może zadziałać. Czym jest technika światotwórstwa dla… leniwych?

Soft-worldbuilding – swoboda tworzenia światów
Światy fantasy rodzą się na wiele sposobów. Często są efektem drobiazgowych planów, szczegółowych map i zadbania o każdy aspekt tworzonej historii. Bywa też tak, że starczy jedno zdanie, które otworzy bramę do nieskończonych możliwości.
Soft-worldbuilding jest podejściem, które stawia na niedopowiedzenia. Tworzy wrażenie, że za kurtyną dzieje się znacznie więcej, choć odbiorca nie może tam zajrzeć. To subtelna sztuka pozostawiania pytań bez odpowiedzi, a jednocześnie przekonanie czytelnika, że ten świat naprawdę żyje i ma wiele do zaoferowania.
Czym jest soft-worldbulding?
Najprościej możemy powiedzieć, że soft-worldbuilding jest tworzeniem tła fabularnego, które nic w pełni nie wyjaśnia. Nawet stopniowo, wraz z postępem historii. W przeciwieństwie do hard-worldbuildingu, gdzie twórca określa prawa rządzące magią, systemy polityczne, geografię czy klimat, tutaj świat jest bardziej intuicyjny.
Czytelnik, tak samo zresztą jak bohaterowie, nie rozumieją, czym jest magia i jak ona funkcjonuje. Odkrywają ją stopniowo, ale niekoniecznie zaczynają ją rozumieć. Wszystko odbywa się poprzez rozwój historii, kontekst i sugestie. Co ciekawe – nawet autor nie musi w tym przypadku wiedzieć, jak właściwie funkcjonuje jego świat.
Ta metoda jest nazywana tworzeniem światów dla leniwych, ponieważ ogranicza się do absolutnego minimum. Nie trzeba troszczyć się mitologią, historią, logiką czy spójnymi systemami. To daje ogromną swobodę w kształtowaniu klimatu i zostawia przestrzeń dla wyobraźni. Czytelnik staje się współtwórcą, uzupełniając luki i dopowiadając sobie brakujące elementy. Problem w tym, że stosując soft-worldbuilding, wszystko może łatwo się rozjechać, a przez to jest mdłe i nijakie. No ale nie brakuje przykładów, że może być też ciekawie, ale do tego zaraz wrócimy.
Dlaczego ta technika działa?
Tajemnica od zawsze była paliwem fantastyki. Nieznane przyciąga mocniej niż to, co jest szczegółowo opisane. Soft-worldbuilding pozwala poczuć czytelnikowi, że w świecie przedstawionym jest coś więcej. Brak objaśnień sprawia, że fikcyjna rzeczywistość staje się magnetyzująca.
Gdy magia pozostaje nieuchwytna, zyskuje intrygującą aurę. Strach działa mocniej, gdy nie wiemy, co kryje się w mroku.
Jeśli jednak soft-worldbuilding nie będzie zastosowany właściwie, to wszystko straci sens. Świat nie dość, że nie będzie interesujący, to jeszcze nie będzie logiczny. Utraci swoją magię i potencjał. Dlatego w mojej opinii zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest hard-worldbuilding. Zadbanie o spójność świata, jego logikę, ekonomię, systemy magiczne, geografię i politykę. Co prawda, wymaga on znacznie więcej pracy, ale też daje większe szanse na stworzenie epickiego dzieła.
Przykłady mistrzowskiego soft-worldbuildingu
Wspomniałem wcześniej, że nie brakuje przykładów dobrego soft-worldbuildingu. Teraz do tego wróćmy. W popkulturze mamy wiele dzieł, które są doskonałym przykładem miękkiego tworzenia światów.
Na pierwszy ogień niech idzie Spirited Away: W krainie bogów. Miyazaki nie wyjaśnia tu roli bogów, ich pochodzenia, ani celu. Nie wyjaśnia systemu magii, ani nawet nie opisuje świata. A mimo to przecież Spirited Away jest dziełem doskonałym, do którego chętnie się co jakiś czas wraca.
Kolejny przykład? Mistrz Terry Pratchett. Świat Dysku, który od lat niezmiennie mnie zachwyca, powstawał w miarę pisania kolejnych książek. Nie był zaplanowany i pojawiło się wiele miejsca na improwizację. Stworzył przestrzeń, która zachwyca, a jednocześnie zostawia pole dla wyobraźni. Kolejnym przykładem jest Stephen King. A Alicja w Krainie Czarów albo Narnia? Dokładnie to samo.
Soft-worldbuilding może być dobry
Jak więc widzisz, dobry soft-worldbuilding nie jest zły. Jego główną zaletą jest efektywność. Tworzysz to, czego potrzebujesz. Nic więcej. Reszta pozostaje dla wyobraźni. Wiemy też, że pisanie jest niezwykle czasochłonne, więc wszystko, co może poprawiać efektywność, może też być strzałem w dziesiątkę.
Albo strzałem w kolano. Soft-worldbuilding niestety nie jest wolny od błędów. Mając tak dużą swobodę w działaniu i tworzeniu świata, łatwo wejść w ślepy zaułek. Żeby go opuścić, trzeba sięgnąć po rażące błędy w ciągłości fabuły albo wszystko zburzyć. Częstą pułapką jest też Budowanie świata Mary Sue. Ten termin określa budowanie światów tak dużych, jak jego bohaterowie. W takim przypadku, jeśli istnieje tylko to, co potrzebne do istnienia bohaterów, to ich działania nie mają żadnych konsekwencji. Wtedy wszystko traci sens.
Soft-worldbuilding czy hard-worldbuilding?
Miękkie tworzenie światów mamy właściwie omówione. Spójrzmy jeszcze na nie przez pryzmat twardego tworzenia światów. Hard-worldbuilding wymaga starannego zaplanowania każdego aspektu świata. W ten sposób unikniesz nieścisłości, braku logiki czy bezsensownych rozwiązań fabularnych.
Trudniejsza droga nakłada na Ciebie liczne ograniczenia. W końcu wszystko musi do siebie pasować. Nie możesz pozwolić sobie na swobodną zmianę koncepcji czy wprowadzenie czegoś, co przeczy postawionym wcześniej regułom. To z kolei pobudza kreatywność i wymaga od Ciebie większej uwagi. Szukania nowych rozwiązań. Dodatkowo ograniczenia sprawiają, że Twoja historia dokądś zmierza. W jakimś konkretnym kierunku. Nie będziesz jej w nieskończoność rozwijać, a więc możesz skupić się na jak najlepszym jego przedstawieniu.
Jest jeszcze jedna rzecz. Jeśli wszystko masz z góry rozpisane i zaplanowane, to jest mniejsza szansa, że coś Cię zaskoczy w Twoim świecie. To może prowadzić do wygaśnięcia zapału i większego zmęczenia. Szczególnie że cały proces tworzenia świata jest dłuższy niż w soft-worldbuildingu.
Co więc będzie najlepsze? Oczywiście to, co najlepiej sprawdza się w Twoim przypadku. Zresztą i tak wielu twórców fantasy łączy obie metody. Ciekawą strategią jest ta, przyjęta przez Neila Gaimana. Wie 90% rzeczy o swoim świecie, ale ujawnia czytelnikowi 10-25%. Ale to niejednokrotnie wymaga jeszcze więcej pracy…
Podsumujmy to krótko
Soft-worldbuilding pozwala skupić się na kontrolowaniu klimatu i estetyki świata fantasy, ale często dzieje się to kosztem wiarygodności i spójności. Przykłady: Alicja w Krainie Czarów, Harry Potter, Spirited Away: W krainie bogów, Opowieści z Narnii.
Hard-worldbuilding jest dla autorów, którzy pragną przedstawić jak najbardziej wiarygodny świat fantasy. Zadbanie o szczegóły, każdy aspekt świata i najmniejsze drobiazgi poprawiają immersję i wciągają w bogaty świat. Tutaj pułapką może być przesada, bo za duża ilość szczegółów może zanudzić lub przytłoczyć czytelnika. Przykłady: J.R.R. Tolkien, Malazańska Księga Poległych, Gra o Tron, Brandon Sanderson.
Metoda pośrednia umożliwia zjedzenie i zachowanie ciastka. Problem w tym, że musisz włożyć dużo pracy, żeby zaplanować swój świat. Później jeszcze więcej pracy, żeby zdecydować, co ujawnisz czytelnikom. To trudna droga, ale efektem jest czysty i przejrzysty świat.
Na koniec ciekawostka. J.R.R. Tolkien i C.S. Lewis byli przyjaciółmi. Tolkien jednak nie znosił Opowieści z Narnii, krytykując je za powierzchowność, brak spójności i chaotyczne łączenie różnych mitologii. Krytykował też Lewisa za zbyt swobodne mieszanie istot z różnych wierzeń oraz niedbałość, choć te stworzenia z bestiariuszy powinny być traktowane z szacunkiem.
Tolkien natomiast czerpał inspirację głównie z mitologii nordyckiej i mitologii celtyckiej. Całe Śródziemie i jego historię rozpisał i zaplanował krok po kroku. Zadbał o logikę świata i sprawił, że Śródziemie ożyło.





