Burze nie powstają przypadkiem. Nad chmurami czuwają tajemnicze istoty zdolne kierować piorunami i chmurami. Ta słowiańska legenda o płanetniku opowiada o nocy, gdy nad spokojną wioską nadciągnęła burza tak potężna, że mieszkańcy byli pewni nadchodzącego końca świata.

Ciemne chmury nad spokojną doliną
W dawnych czasach ludzie żyli bliżej natury niż dziś. Każda susza czy uderzenie pioruna mogło oznaczać głód, a nawet śmierć. Nic więc dziwnego, że burze potrafiły budzić prawdziwy lęk. W słowiańskich wierzeniach nie było to zjawisko atmosferyczne, a niezawodny znak działania sił nadprzyrodzonych. Legenda o płanetniku mówi o niewielkiej wiosce położonej między lasami i polami. Lato było tam wyjątkowo gorące. Ziemia wyschła, a rzeka niemal zniknęła. Ludzie spoglądali w niebo z nadzieją na deszcz. Nie wiedzieli jeszcze, co nadciąga.
Pewnego wieczoru nad horyzontem pojawiły się czarne chmury. Wiatr gwałtownie ucichł, jakby świat wstrzymał oddech. Psy zaczęły szczekać, a ptaki pochowały się w koronach drzew. Najstarsi mieszkańcy z lękiem wypatrywali nadchodzącej katastrofy, a między nimi można było usłyszeć jedno powtarzające się słowo: płanetnik.
Tajemnicza istota wśród burzowych chmur
W ludowych wierzeniach płanetnicy byli istotami związanymi z pogodą i burzami. Mogli być, w zależności od regionu, duchami, czarownikami albo ludźmi obdarzonymi po śmierci niezwykłą mocą. Mieli kierować chmurami, sprowadzać deszcz lub odganiać niszczycielski grad od zabudowań i pól uprawnych. Legenda o płanetniku głosi, że tej nocy nad wioską pojawił się wysoki mężczyzna ubrany w ciemny płaszcz. Wśród chmur można było ujrzeć jedynie niewyraźny zarys jego postaci, więc o wyglądzie tajemniczej istoty wiele więcej powiedzieć się nie dało. Niektórzy jednak przysięgali, że widzieli jego oczy, błyszczące niczym odległe pioruny. Gdziekolwiek się pojawiał, tam wiatr zaczynał szarpać drzewa. Starcy ostrzegali, by nikt nie ośmielił się spojrzeć w jego oczy. Wierzono bowiem, że płanetnik rozpozna człowieka, który lekceważy siły natury, a takich nigdy nie brakowało. Wystarczyła jedna osoba, by sprowadzić gniew słowiańskiego ducha.
Burza, która rozdarła niebo
Niedługo później rozpętał się prawdziwy chaos. Niebo przecięły błyskawice, a od grzmotów drżała cała ziemia. Wiatr łamał gałęzie i zrywał dachy z domów. Deszcz spadł nagle, ciężki i lodowaty. Mieszkańcy barykadowali się w domach, modląc się o przetrwanie nocy. Tylko najodważniejsi wyglądali przez okna. Przysięgali potem, że widzieli sylwetkę śmiejącego się płanetnika, który unosił się wśród burzowych chmur. Legenda mówi, że unosił ręce, a pioruny uderzały tam, gdzie skierował wzrok. Grad niszczył pola tych, którzy byli chciwi i odmawiali pomocy potrzebującym. Niszczył też pola tych, którzy zlekceważyli siły natury i podawali w wątpliwość istnienie płanetnika. Gospodarstwa ludzi uczciwych pozostały niemal nietknięte.
Próby odpędzenia płanetnika
W wielu regionach słowiańszczyzny istniały obrzędy mające chronić przed niszczycielskimi burzami. Gdy nadciągały ciemne chmury, ludzie gasili ogień w piecach i wystawiali przed dom święcone zioła. W późniejszych czasach wiara w płanetników nie umarła, a ochronę przed nimi miało zapewnić bicie w kościelne dzwony. Wcześniej z kolei składano ofiary dawnym bogom związanym z pogodą.
Jednak nasza legenda o płanetniku wspomina najstarszą kobietę we wsi, która wyszła przed chatę z zapaloną świecą i wiankiem z bylicy. Miała wypowiedzieć słowa, których znaczenia nikt już nie zna. Wiadomo jednak, że gdy tylko to zrobiła, wiatr nagle osłabł. Płanetnik miał spojrzeć na kobietę, po czym rozpłynąć się w ulewie. Burza zaczęła się oddalać, zostawiając za sobą przerażonych ludzi.





