W Hameln, mieście uwięzionym między krzykiem piskiem szczurów a złotem chciwych ludzi, pojawił się nieznajomy z fletem. Nikt nie wiedział, skąd przybył, ani jaką moc niosła jego melodia. Jednak gdy muzyka ucichła, cisza była bardziej przerażająca, niż plaga, która znikła. Ta polska legenda o szczurołapie… przeraża.

Przybycie nieznajomego
Pewnego poranka, nad rzeką Wezerą, kroczył nieznajomy. Młody mężczyzna podszedł do bram Hameln. Na ramiona zarzucony miał czarny płaszcz, a na ramieniu lśnił futerał skrywający flet z czarnego drewna. Strażnicy patrzyli na niego zaniepokojeni. Nie był ani kupcem, ani wędrowcem. Jego oczy zdawały się lśnić obietnicą wybawienia.
– Słyszałem o pladze, która pożera wasze miasto – rzekł cicho. – W zamian za srebro sprawię, że szczury znikną.
Burmistrz był zrozpaczony i całkowicie bezsilny. Chwyciłby się każdej możliwości, więc zgodził się bez wahania. Umowa była prosta: wybawienie za zapłatę
Melodia, która oczarowała szczury
Jeszcze tej samej nocy obcy wyjął swój flet i zaczął na nim grać. Dźwięki nie przypominały żadnej muzyki znanej mieszkańcom miasto. Były bardziej jak szum rzeki i skrzypienie drewnianych desek. Szczury wypełzły na ulice. Tysiące gryzoni płynęło ulicami, zaczarowane niezwykłą melodią.
Mieszkańcy wyglądali z okien, widząc, jak morze szczurów podąża w ciszy za mężczyzną w czarnym płaszczu. Niezwykłe było to, że gryzonie nie wydobyły z siebie nawet pojedynczego cichego pisku. Tajemniczy grajek zatrzymał się nad rzeką Wezerą. Melodia zmieniła swój ton, nabierając dramatycznego, zawodzącego brzmienia, jakby stanowiła pożegnanie ze światem. Chwilę później woda gwałtownie się poruszyła i przyjęła podążające do niej szczury. Gryzonie zniknęły, porwane przez nurt. Hameln odetchnęło.
Złamana obietnica
Nad ranem szczurołap zjawił się na rynku. Rozejrzał się. Nie oczekiwał wiwatów, ale spodziewał się jakiegoś wyrazu wdzięczności. Nic takiego nie dostrzegł. Nie przejął się tym jednak. W końcu pragną jedynie zapłaty, a przecież zawarł umowę z burmistrzem.
– Gdzie srebro? – zapytał, stojąc pośród tłumu.
– Twoja muzyka była prosta – prychnął burmistrz pogardliwie. – Każdy by zdołał ją zagrać. Nie przyćmiła naszego strachu. Możesz dostać ułamek tego, co chciałeś.
– Nie wiecie, z czym igracie – warknął cicho szczurołap, a w jego oczach pojawił się mrok. – Melodia zna wasze imiona.
Ludzie śmiali się głośno, będąc w przekonaniu, że wygrali. Niektórzy nawet gwizdali na szczurołapa, który więcej nic już nie rzekł, tylko ruszył w stronę bramy miejskiej i opuścił Hameln.
Rok później. Powrót melodii.
Tamtego dnia powietrze było gęste i falowało od ciepła. Wszędzie roznosił się zapach kwiatów. Z daleka zaczął dobiegać nietypowy dźwięk. Jakże wesoły i przyjemny! Brzmiał jak obietnica zabawy. Jak bajka czytana dziecku przed snem. Łączył w sobie radość, ciepło i spokój. Dzieci wybiegły z domu, z zachwytem szukając źródła tej melodii. Zostawiały jedzenie, zabawki i rodziców. Jak zaczarowane podążały za bramy miasta, nie mówiąc nikomu, dokąd zmierzają.
W końcu ktoś zauważył, że nie ma jego dziecka. Zaczął nawoływać, a do jego głosu dołączyły tysiące kolejnych. W mieście rozbrzmiały dzwony. Wkrótce było pewne: wszystkie dzieci zniknęły.
Szybko sformowano grupy poszukiwawcze, konne i piesze. Rozpoczęły się poszukiwania. W końcu jak daleko mogły odejść dzieci? Wydawać by się mogło, że szybko uda się je odnaleźć. Niestety… Za murami zostało znalezione tylko jedno dziecko. Leżało w trawie, pogrążone w śnie. Ubranie miało podarte i zabrudzone, a skórę bladą. Udało się je obudzić, ale to, co powiedziało, przeraziło wszystkich. Dzieci szły za mężczyzną w czarnym płaszczu, wabione muzyką wydobywającą się z jego fletu. Ten młody chłopiec przewrócił się i nie miał siły już wstać. Widział jednak, jak pobliska skała otworzyła się, uwalniając skryte w niej światło. Tam właśnie zniknęły pozostałe dzieci.
Do Hameln powrócił strach, a panująca w mieście cisza była stokroć gorsza od pisku dawnej plagi szczurów. Mieszkańcy błagali los o wybaczenie, zostawiali sakiewki pełne złota w miejscu, gdzie zniknęły dzieci i modlili się do bogów.
Po kilku dniach rzeka zaczęła falować i szumieć. Na bramie trębacz zadął w róg i nakazał otworzenie wrót. Dzieci wracały! Szczęście dorosłych było niewyobrażalne, ale… dzieci, choć całe, były inne. W ich oczach tliła się tęsknota za niezwykłą melodią. Melodią, której już nikt dorosły w Hameln nie chciał usłyszeć. Nie wiadomo też, co dzieci przeżyły, bo żadne z nich nigdy nie zgodziło się o tym mówić.
Echo polskiej legendy o szczurołapie
Od tamtej pory w Hameln nikt nie grał na flecie. Każdy dźwięk, nawet dziecięca piosenka czy muzyczna zabawa, były surowo karane. Mówiło się, że szczurołap odszedł. Kto jednak mógł być tego pewien? Jego melodia pozostała w kamieniach miasta, szumie rzeki i sumieniu ludzi. Kolejne pokolenia, choć nie słyszały melodii, to czuły jej echo. Wywiązywanie się z umów było świętością. Złamanie jej warunków mogło rozpocząć melodię, której końca nikt nie chce poznać.





