Pod taflą Bałtyku, gdzie słoneczne światło igra z ciemnością głębin, wciąż spoczywają szczątki bursztynowego pałacu Juraty. Była to dumna królowa wód, która ośmieliła się pokochać człowieka. O tej zakazanej miłości opowiada legenda o Juracie i jej bursztynowej komnacie.

Bursztynowa komnata pod Bałtykiem
W dawnych czasach Morze Bałtyckie było królestwem tętniącym życiem. Bursztyn, nazywany jantare, cenniejszy był niż złoto. Tędy też prowadził słynny Bursztynowy Szlak. W każdym razie, w sercu tego królestwa, gdzie nie sięgał żaden promień słońca, dumnie wznosił się pałac królowej Juraty, morskiej bogini. Ściany z bursztynu mieniły się jak płynne złoto, a podłogi błyszczały rybimi łuskami. W oknach, zamiast szkła, połyskiwał diament. Jurata panowała łagodnie i sprawiedliwie. Żadna morska istota nie znała bólu ani strachu. Jej pałac ponoć był zlokalizowany w pobliżu dzisiejszego Półwyspu Helskiego.
Pewnego dnia królową zaniepokoiły wieści o śmiertelniku, który zakłócał spokój jej poddanych. Mówiono, że młody rybak Kastytis. Młodzian ten, każdego dnia zarzucać miał sieci w pobliżu pałacu, zabierając życie tym, których Jurata przysięgła chronić.
Pieśń, która oczarowała serca
– Tak dalej być nie może – rzekła pewnego razu Jurata, wstając z bursztynowego tronu. – Niech ten śmiertelnik poczuje gniew morza!
W blasku podwodnych lamp wezwała swe dwórki i rozkazała przygotować 100 łodzi z bursztynu. Kiedy noc zalśniła milionem gwiazd, łodzie ruszyły w stronę brzegu. Śpiew syren niósł się po falach jak senne marzenie:
O rybaku, piękny, młody,
porzuć brzegi, wejdź do wody…
Kastytis uniósł wzrok, na chwilę zapominając o sieciach rybackich, które trzymał w rękach. Ujrzał błyszczące łodzie i piękne kobiety o włosach falujących jak wodorosty. Na ich czele stała sama Jurata. Na jej skroni lśniła korona z muszli i bursztynu, a w ręku dzierżyła berło z morskiej piany.
– Kim jesteś, pani? – zapytał niepewnie rybak.
– Tą, której fale są posłuszne – odrzekła łagodnie, choć w jej głosie można było poczuć szum wzburzonych fal. – Zgrzeszyłeś. Zraniłeś mieszkańców mojego królestwa, lecz jeśli pokochasz mnie szczerze, przebaczę ci.
Chłopak, bezgranicznie oczarowany pięknem i urokiem Juraty, przysiągł jej miłość aż po kres świata. Jego słowa były szczere i prawdziwe. Od tej nocy Jurata każdego wieczoru przypływała na brzeg. Kochankowie spotykali się na skalistej górze. Bo wiedzieć musisz, że i miłość morskiej syreny była szczera. Uczucie łączące morską boginię i śmiertelnika rozkwitało, lecz nic nie mogło ujść uwadze słowiańskich bogów.
Wieść o związku Juraty i Kastytisa dotarła do Peruna, boga gromów. Jego gniew był jak burza. Gdy Jurata wróciła do swego pałacu, niebo pociemniało i zostało rozdarte przez błyskawice tak potężne, że Ziemia zadrżała w posadach. Uderzenie pioruna przebiło morską toń i roztrzaskało pałac na miliony drobin, rozsiewając je po dnie morza.
Bursztynowe łzy Juraty
Kastytis został przykuty do morskiej skały, naprzeciw swej ukochanej. Od tej pory, gdy nad Bałtykiem wzbierają fale, słychać ich rozpaczliwe wołanie i płacz. Gdy woda wyrzuca na brzeg kawałki bursztynu, ludzie mówią, że to fragmenty bursztynowego pałacu Juraty wymieszane z łzami bogini, która roni je od wieków.
Tak przynajmniej mówi ta legenda o Juracie. Chociaż ma ona korzenie litewskie, to na dobre zadomowiła się w polskim folklorze.





