Kiedy młoda księżniczka Kinga złożyła niezwykłą prośbę, nikt nie przypuszczał, że jej pierścień stanie się kluczem do jednego z największych cudów w historii Polski. Legenda o św. Kindze tłumaczy, jak powstała Wieliczka.

Królewska prośba
W węgierskim zamku, gdzie światło zachodzącego słońca kładło się złotą smugą na marmurowych ścianach, młoda księżniczka Kinga spoglądała w oczy ojca. Król Bela IV przeczesał palcami brodę, z tą mieszaniną troski i dumy, z jaką ojciec patrzy na swe ukochane dziecko.
– Córko moja, czas twój nadszedł – powiedział w końcu, a jego słowom towarzyszyło ciche westchnienie. – Oto przysłał swych posłańców książę Bolesław z Polski. Cóż ci w posagu dać, byś godnie przekroczyła progi nowego domu?
– Ojcze, nie chcę złota ni klejnotów – rzekła cicho Kinga. – Chcę jedynie soli. Bogactwa, którego niedostatek w Polsce, a które ludziom potrzebne bardziej niż kosztowne skarby.
Chwila ciszy zapadła w komnacie, nim władca pojął wagę jej słów.
– Soli, powiadasz? – powtórzył powoli, jakby smakował nietypową prośbę córki. – Spełnię twą prośbę, choć dziwna ona, gdy księżniczka rzecze ją do króla.
Cudowny pierścień
Następnego dnia ojciec poprowadził Kingę do olbrzymiej kopalni soli w Maramuresz. Zapach ziemi i kamienia mieszał się z chłodem podziemi.
– Oto skarb, o który prosiłaś – rzekł król, wskazując na rozległe korytarze. – Weź go, jeśli potrafisz.
Kinga spojrzała na błyszczące kryształy soli i zrozumiała, że w żaden sposób nie zdoła ich przenieść. Uklękła więc i szeptała modlitwę. Potem zsunęła z palca zaręczynowy pierścień, podarowany jej przez księcia Bolesława.
– Niech ten znak naszej miłości stanie się błogosławieństwem dla przyszłego narodu – szepnęła i wrzuciła pierścień w głąb kopalni.
Dworzanie zamarli. Kamień zadudnił o skały, a echo uderzeń niosło się niemiłosiernie długo, zapadając w pamięć nie tylko ludzi, ale i samej Ziemi.
Droga do Polski
Wkrótce orszak Kingi wyruszył w podróż na północ. Droga wiodła przez góry i doliny, przez ziemie, które jeszcze nietknięte były ludzką ręką. Ich celem był Kraków, gdzie czekał książę Bolesław. Wraz z królewną jechali węgierscy górnicy. Wybrała tych, którzy najlepiej znali sekrety ziemi.
– Gdzie każesz nam kopać, pani, skoro w Polsce soli nie ma? – spytał jeden z nich pewnego wieczoru, gdy odpoczywali przy ognisku.
– Wskaże nam to niebo – odparła Kinga z tajemniczym, delikatnym uśmiechem. – Zaufajcie mi, że sól znajdzie swą drogę.
Dar ukryty wśród skał
Gdy orszak dotarł w okolice Wieliczki, Kinga zatrzymała się niespodziewanie.
– Tutaj – powiedziała do swych ludzi. – Tu ziemia kryje dla nas dar.
Rozbili obóz, a górnicy bez słowa sprzeciwu zaczęli kopać, choć skała była twarda jak żelazo. Wreszcie jeden z nich wydobył z ziemi białą bryłkę. Gdy ją rozłupał, z w jej wnętrza błysnęło złote światło. Kinga podeszła do górnika i wzięła bryłkę od oniemiałego górnika. Po chwili pierścionek zaręczynowy wrócił na jej palec.
– Oto mój posag – rzekła cicho. – Sól dla ludzi, błogosławieństwo dla Polski.
Wszyscy obecni uklękli, wiedząc, że byli świadkami cudu. Od tej chwili polska ziemia obdarzona była bogactwem, które miało karmić i chronić kolejne pokolenia.
Dziedzictwo św. Kingi
Kinga została żoną księcia Bolesława i przez lata rządziła mądrze i miłosiernie. Chroniła ubogich, wspierała górników i handlarzy. Po śmierci męża wstąpiła do klasztoru Klarystek w Sączu, gdzie resztę życia spędziła na modlitwie i służbie ludziom. Kiedy nadszedł jej czas, a było to w 1292 roku, cała ziemia drżała z żalu. Pamiętając o dokonanym przez nią cudzie, ludzie zaczęli czcić ją jako świętą patronkę górników. W XVII wieku Kinga została beatyfikowana, a w 1999 roku została kanonizowana, stając się świętą.
Dziś w kopalni soli w Wieliczce stoi kaplica jej imienia. Podziemny kościół wyrzeźbiony w soli, jaśniejący jak wspomnienie pierścionka zaręczynowego, który złączył Węgry z Polską.





