Ludzie wciąż szepczą o kobiecie, która oddała swoje dziecko w ręce słowiańskich demonów. Nie kierowała się chęcią ani rozsądkiem. Był to przejaw lekkomyślności i zmęczenia.

Ten nieznośny płacz
Działo się to w górach, gdzie młoda kobieta, świeżo po połogu, mieszkała samotnie u brzegu potoku. Nie miała cierpliwości do dziecka, które płakało dniem i nocą. Często zostawiało je samo, by oddalić się od hałasu i znaleźć chwilę wytchnienia w ciszy pobliskiego lasu. Pewnego razu, będąc w domu, przez płacz dziecka przebił się cichy, kobiecy śmiech. Kobieta wyjrzała przez okno i zamarła. Na kamieniu siedziała kobieta o zielonych włosach i błyszczących zielenią oczach. Piękna była i przerażająca zarazem. Młoda kobieta rozpoznała dziwożoną w tej istocie i czym prędzej po krzyż pobiegła. Jednak nim po niego sięgnęła, śmiech ucichł. Tak jak dziecko, które nagle spokojnie zasnęło.
Dziecko bez głosu
Nazajutrz niemowlę zdawało się zupełnie inne. Było blade i zimne, a jego oczy nieruchome, jakby patrzyły na coś, czego nikt inny dostrzec nie mógł. Nie płakało, ale też nie śmiało się i nie jadło. Jedynie wpatrywało się przed siebie i oddychało.
— Podmieniec. To nie twoje dziecko, moja droga — rzekła stara kobieta, która przyszła na prośbę młodej matki. — Zrób tak, jak dawniej czyniono. Połóż odmieńca na łopacie do chleba, otwórz piec i udawaj, że chcesz je zobaczyć w ogień. Zobaczymy, kto przyjdzie.
Trwoga dziwożony
Tego wieczoru kobieta postanowiła zrobić tak, jak jej poradziła starucha. Podniosła łopatę, na której bez ruchu leżało dziecko. Wtedy przez komin wdarło się lodowate powietrze, a uszy wypełnił przerażający pisk pełen rozpaczy i trwogi. Drzwi chaty rozwarły się raptownie, z hukiem uderzając o bele w ścianie. Do pomieszczenia wkroczyła dziwożona, którą kobieta wcześniej widziała przez okno.
— Nie moje to! Nie moje! — wrzasnęła dziko, porywając odmieńca w ramiona, a na jego miejscu kładąc ludzkie niemowlę. Niemowlę, które było różowiutkie, ciepłe i płaczące. Słowiańska demonica uciekła przez drzwi, nie oglądając się za siebie. Cóż to za bestie z tych ludzi, co palić niemowlęta chcą?
Młoda kobieta z ulgą wzięła w ręce swoje dziecko, a jego płacz był najsłodszym dźwiękiem, jaki słyszała w swoim życiu. Od tamtej pory nigdy już nie zostawiła niemowlęcia samego. Do tej pory jednak mówi się, że dziwożona czeka w okolicach potoku. Czeka, aż ktoś znów zapomni, czym jest matczyna miłość.





