W czasach gdy nad Gopłem unosiły się gęste mgły, a bogowie grzmieli głośno, pewien król zapomniał, czym jest sprawiedliwość. Z jego pychy zrodził się koszmar, który pożarł go żywcem, odmieniając losy całego królestwa. O tym właśnie opowiada polska legenda o królu Popielu.

Król na Gopłem
Dawno temu, gdy Piastowie jeszcze nie panowali nad Polanami, na brzegu jeziora Gopło wznosił się zamek Kruszwica, a władał nim Popiel. Był to król dumny, bogaty i bezlitosny. Jego złote sale błyszczały jak słońce, ale serce samego Popiela dawno sczerniało od chciwości i… strachu. Lud prosty szeptał, że nad Popielem ciąży klątwa. Władca natomiast bardziej niż klątwy, bał się utraty władzy.
Żonę miał, Gerdę, co znana była ze swej nikczemności i bezwzględności. Jedynym, co jeszcze ratowało króla Popiela przed upadkiem, była Rada Starszych złożona z członków jego rodziny. Niestety Popiel coraz rzadziej słuchał ich rad, a żona podburzała go przeciw krewnym.
Momentami jednak władca naprawdę starał się znaleźć właściwą drogę, ale jego duma i pycha za każdym razem brały górę. Tak samo było u mędrca, którego poprosił o radę, a ten ostrzegł go przed myszami. Jakże to, władca nieustraszony ma się bać małych gryzoni?
Uczta przeklętych gości.
Pewnego dnia później król Popiel wyprawił wielką ucztę, na którą zaprosił Radę Starszych. Krewni przyjęli zaproszenie, choć pełni byli nieufności. Wszakże król Popiel nie był znany ze swej gościnności czy dobroci. Jednak iskra nadziei zaczęła się rozpalać, aż w końcu uznali, że władca musiał przejrzeć na oczy i zaczął się zmieniać na lepsze.
Goście zasiedli do suto zastawionych stołów, które uginały się pod ciężarem mięsa i wina. Biesiadowali, bawili się, śmiali, aż w końcu na ziemię padli nieżywi. Wszyscy, poza królem i jego żoną, która skrzętnie dolewała gościom zatrutego wina i miodu do kielichów. W ostatnim tchnieniu zdołali przekląć Popiela, choć ten nie zdawał się tym przejmować. Ciała stryjów i kuzynów wkrótce wylądowały na dnie jeziora.
Poszukiwania Rady Starszych
Następnego dnia opowiadano, że Rada Starszych musiała pilnie gdzieś wyjechać. Długo jednak nie wracali, co zaowocowało poszukiwaniami. Nie odnaleziono jednak żadnego śladu i uznano, że musieli potopić się podczas przeprawy przez rzekę. Tak mówiono, choć każdy myślał co innego, z przerażeniem kierując wzrok na zamkowe mury.
Przez kolejne dni było coraz gorzej. Ludzie doświadczali bezwzględności i brutalności króla Popiela, którego nic już nie powstrzymywało. Cierpieli, błagali o litość, ale to nic nie dawało. Nadzieja zaczęła umierać… aby wkrótce zrodzić się jak feniks z popiołów.
Legenda o królu Popielu, którego zjadły myszy
Z martwych ciał, jak z mrocznych nasion, narodziły się hordy myszy. Początkowo dawały o sobie znać jedynie cichym popiskiwaniem, które niosło się znad jeziora Gopło. W końcu się pokazały. Ich futerka błyszczały srebrzyście w blasku księżyca. Nadciągały z każdej strony, z pół, lasów i samego jeziora, otaczając zamek jak obłok burzy.
Popiel i jego żona uciekli do wieży, szukając schronienia za murami z kamienia. Jednak żadna brama, żadne ściany nie mogły powstrzymać nieuchronnego losu. Myszy wpełzły wszędzie. Dostawały się do środka przez szczeliny, wygryzały sobie drogę w drewnie drzwi i wędrowały wprost do Popiela i jego małżonki. Tej nocy okoliczni mieszkańcy nie zmrużyli oka. Wrzaski i piski niosły się echem, mrożąc krew w żyłach ludzi i zwierząt.
Gdy rankiem nastała cisza, nad Gopłem nie pozostało już nic prócz ruin. Wiatr niósł echo imienia Popiela. Przestrogę dla tych, którzy nadużywają władzy i zapominają o pokorze. Mówią starcy, że wieża, gdzie zginął król, do dziś tonie we mgle nad jeziorem. W cichą noc można usłyszeć pisk maleńkich myszy, które niegdyś przyniosły brutalną sprawiedliwość.





