Przejdź do treści

Maria i Kościej. Słowiańska legenda o miłości, zdradzie i zemście

W krainie, gdzie srebrzyste mgły spowijały lasy, a między drzewami błąkały się duchy zapomnianych bohaterów, narodziła się słowiańska legenda o Marii Moriewnie i Kościeju. Wojownicza królowa stawiła czoła upadłemu władcy, który zapragnął pokonać samą Śmierć.

Królowa Maria na polu bitwy

Słońce dopiero wspinało się ku zenitowi, gdy książę Iwan ujrzał pobojowisko. Po armii Kościeja zostały tylko dymiące zgliszcza, powodujące łzawienie oczu i duszności. Spośród popiołów i kłębów dymu, wynurzyła się postać kobiety o oczach błyszczących jak zimowy świt. To była Maria Moriewna. Wojowniczka, która samotnie zniszczyła zastępy potępionych.

— Kim jesteś, pani o żelaznym sercu? — zapytał Iwno, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
— Tą, której miecz nie zaznał porażki — odparła chłodno.

Lecz gdy spojrzeli sobie w oczy, determinacja i nieufność ustąpiły miejsca innemu uczuciu. Maria i Iwan na zawsze powiązali swe losy. Młodość, gorliwość i ogień walki. Wojownicza królowa i książę. Dwoje ludzi zrodzonych z przerażającego mitu.

Zakazana komnata

— Nie wchodź do komnaty, którą zamknę na siedem pieczęci. — ostrzegła po latach Iwana, który był już jej mężem. — W jej cieniach czai się zło.

Iwan jednak, jak każdy śmiertelnik, nie mógł oprzeć się ciekawości. Być może, gdyby nie słowa ukochanej, nawet nie zwróciłby uwagi na tajemniczą komnatę. Teraz jednak jego los był przesądzony. W mrocznym wnętrzu ujrzał starca skutego kajdanami. Był przeraźliwie wychudzony. Pozostała z niego jedynie skóra i kości.

— Wody… błagam… — wyszeptał więzień. — Choćby łyk…

Jedna kropla podarowana z litości wystarczyła, by zaklęcie pękło. Żelazne ogniwa eksplodowały, a przed Iwanem dumnie stanął Kościej. Pozbawiony skóry szkielet, nieśmiertelny demon w pełni swej mocy. Zanosząc się opętańczym śmiechem, wzleciał i wyrwał księcia Iwana z tego świata.

— Za litość odpłacę śmiercią! — ryknął, ciągnąć Iwana w mrok swego królestwa.

Woda życia i bracia z nieba

Wieść o nieszczęściu dosięgnęła Marię niczym płonącą strzała. Wojowniczka popędziła konia, gnając bez wytchnienia, lecz wpadła w zasadzkę Kościeja. Jej ciało rozpadło się na dwanaście kawałków. W tym momencie, gdy zdawało się, że wszystko stracone, z niebios spadli trzej bracia. Sokół, orzeł i kruk. Przynieśli wodę życia i rozlali ją po ziemi. Ciało Marii zrosło się, a w jej sercu ponownie rozpalił się płomień miłości i gniewu.

— Jeszcze nie czas na zapomnienie — rzekła, chwytając miecz.

Chata na kurzej nodze nad płonącą rzeką

Żeby doścignąć Kościeja, Maria potrzebowała rumaka zdolnego przebiegnąć cały świat w jeden dzień. Tylko skąd wziąć taką istotę? Rada była tylko jedna. Maria ruszyła na południe, gdzie przekroczyła rzekę, w której zamiast wody płynął ogień. Sparzyła się niemiłosiernie, lecz dla Iwana wszystko była w stanie znieść. Wyszła na brzeg i ruszyła w stronę chaty na kurzej nodze.

— Trzy dni mi służ, królowo, a dam ci konia szybszego niż wiatr — Baba Jaga uśmiechnęła się drapieżnie. — Lecz jeśli zawiedziesz, twoja głowa ozdobi mój płot.

Maria wiedziała, że Baba Jaga prawdę rzecze. Wszak była to strażniczka starożytnych sekretów i opiekunka natury o niesłychanej mocy. Tak więc przez trzy dni wykonywała każde polecenie wiedźmy. Jednak już drugiego dnia na ramieniu Marii przysiadła królowa pszczół.

— Słuchaj uważnie — zabzyczała cicho. — Baba Jaga chce cię zdradzić. Ucieknij w nocy i osiodłaj wychodzonego źrebaka, którego znajdziesz w oborze. To on jest rumakiem zdolnym prześcignąć wiatr.

Maria miała wątpliwości, ale ostatecznie zaufała królowej pszczół. Gdy wsiadła na wynędzniałe zwierzę, koń rozbłysnął pośród mroków nocy jak diament. Gdy gnała przez las, jej uszu dobiegł głośny śmiech Baby Jagi. Czyżby to właśnie był jej plan? A może to nie śmiech, a krzyk frustracji? Któż to może wiedzieć…

Ostateczny pojedynek życia ze śmiercią

W pałacu z kości, gdzie czas nie miał żadnej mocy, Kościej więził Iwana. Maria przebiła się przez magiczne bariery, a jej miecz zagrał melodię zemsty. Kościej i Maria walczyli od zmierzchu do świtu, a echo ich uderzeń niosło się przez światy. W końcu królowa, korzystając ze zmęczenia Kościeja, odskoczyła od niego i przecięła łańcuchy krępujące Iwana. Porwała męża na grzbiet rumaka i ruszyła cwałem ku wolności. Jednak Kościej gnał za nimi na równie rączym rumaku. Gdy był tuż za nimi, jego koń potknął się o kamień losu, zrzucając demonicznego władcę na ziemię. Głowa Kościeja uderzyła o głaz i pękła.

Maria zawróciła gwałtownie, gdy to ujrzała.

— Niech twe prochy niesie wiatr — krzyknęła, unosząc miecz nad oszołomionym nieumarłym. — Niech niesie je tam, gdzie nie sięga moc bogów!

I tak kończy się słowiańska legenda o Marii Moriewnie, królowej, która przyniosła śmierć nieśmiertelnemu.

A co było dalej z Marią i Iwanem? Cóż… żyli długo i szczęśliwie, choć przez pewien czas szczęście to było ograniczone. Przynajmniej do momentu, póki Maria nie przestała wypominać Iwanowi jego ciekawskości i bezmyślności.

Czerwony smok i postacie fantasy nad napisem Kroniki Światów
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z fantastycznych ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomagają nam w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne. Dzięki temu jesteśmy w stanie skuteczniej je rozwijać i sprawiać, że Twoje wrażenia będą znacznie lepsze.