Na wałach Tary, gdzie wiatr niósł szept dawnych bitew, król Loegaire postawił świętemu Patrykowi ultimatum. Miał przywołać z grobu Cuchulainna, żeby król uwierzył w Boga. Widmowy rydwan legendy Ulsteru uniósł bohatera sprzed wieków. Czy Pies Ulsteru stanie się posłańcem nowej wiary?

Na wałach królewskiej Tary
W mroźnym świcie nad Tarą, gdzie kamienne wały strzegły serca Erin, król Loegaire, syn Nialla, mierzył wzrokiem Patryka z mieszaniną pogardy i niedowierzania.
– Nie uwierzę w twego boga, ani go nie przyjmę, póki nie przywołasz Cu Chulainna w całej jego chwale, jak opisują go stare księgi – powiedział twardo, stukając nerwowo palcami o drewno tronu. – Niech stanie przede mną, żebym mógł z nim mówić.
Święty, o oczach płonących wiarą, nie drgnął nawet.
– Dla Boga nie ma niemożliwego – odparł spokojnie, a głos jego nie zadrżał. – Czekaj do jutra na tych wałach, a ujrzysz Cuchulainna.
Tej nocy posłaniec zstąpił z nieba do Patryka i przekazał mu, co ma zrobić. Święty Patryk i król mieli czekać na Slope of the Chariot. Cuchulainn miał być wtedy widoczny, gdy będzie pędził na swym rydwanie. Tedy też Loegaire, choć hardym był mężem, poczuł chłód przenikający jego kości. Jednak nie był to efekt mroźnego wiatru, a tajemniczego cienia, który nadciągał z równiny.
Rydwan nadjeżdżający z zaświatów
Gdy Leogaire wspiął się na stok z Benenem, towarzyszem Patryka, uderzył ich lodowaty podmuch, gryzzący jak grot włóczni.
– Co to za wiatr?! – krzyknął król, osłaniając twarz.
– To wiatr z bramy, która rozwarła się przed rydwanem Psa Ulsteru – rzekł spokojnie Benen, unosząc wzrok.
Następnie okolice skryła nieprzenikniona mgła, potęgując niepokój i niedowierzanie króla.
– A to? Cóż to znowu się dzieje?
– To oddech koni i Cuchulainna, którzy pędzą przez równinę.
Gdy wydawało się, że już nic nie może więcej się stać, niebo zrobiło się czarne od kruków. Tak przynajmniej się zdawało, bo w rzeczywistości były to płaty ziemi wyrywane przez galopujące konie legendarnych wojowników. Wtem mgła zawirowała, odsłaniając cienie dwóch rumaków. Był to Czarny z Sainglenn i Szarawy z Macha. Potężne istoty ciągnące szeroki rydwan o złotych jarzmach i purpurowej opończy.
Pierwsze słowa Cuchulainna
W rydwanie stał wojownik o czarnych, lśniących włosach i szarych oczach błyszczących jak grot jego legendarnej włóczni, Gae Bulgi. Tunikę miał fioletową, spiętą złotą broszą. Ramiona skrywał biały płaszcz z czerwoną lamówką, a u pasa wisiał miecz. Przed nim siedział chudy woźnica Loeg, rudy, z brązową obręczą na czole i złotym biczem. Nie było wątpliwości, że to Cuchulainn na rydwanie. Król jednak, choć na chwilę oniemiał, wiary jeszcze nie dał.
Rydwan gwałtownie uniósł się w powietrze, a Pies Ulsteru zeskoczył z niego w pełnym pędzie, lądując przed świętym Patrykiem. Nie zachwiał się nawet krztynę.
– Proszę cię, święty, zabierz mnie do Krainy Żywych – legendarny heros skłonił się delikatnie Patrykowi, po czym zwrócił się do króla. – Uwierz w Boga i Patryka, Loegaire, nim ziemia cię pochłonie! Nie jestem demonem. Jestem Cuchulainn, Pies Ulsteru, syn Luga, boga światłą i króla Tuatha de Danann. Świat wojownika to ziemia, bohatera – chwała, a świętego – niebo. Tobie grozi piekło, królu Loegaire.
– Kto strzeże Berg? Kto pilnuje brodów, kochanek żon? – zapytał król, mrużąc oczy, jakby nie usłyszał słów wojownika.
– Kiedyś ja, będąc małym czempionem Ulsteru, strażnikiem i wodzem. Niosłem śmierć i barwiłem dłonie krwią. Uwierz, Loegaire! – warknął Cuchulainn.
– Jeśliś rzeczywiście Cuchulainn, opowiedz o swych czynach! – zażądał król.
– Nie byłem psem fortec, lecz jeleni. Nie resztek, lecz Emain Macha. Łagodny dla łagodnych, srogi dla hańby. Dziecko z dziećmi, mąż z mężami. Prowadziłem wojska, sam gromiłem armie, dokonałem tego, co inni uważali za niemożliwe.
– Czyny bohatera, lecz czy twoje? – prychnął lekceważąco król.
– Polowałem z Conchobarem na obce stada, rozbijałem armie Lochlannu. W Dun Scaith wyważyłem żelazne bramy jednym kopnięciem. Rozszarpałem dłońmi węże i ropuchy. Wyniosłem złoto i trzy krowy napełniające kocioł mięsem. Na morzu niosłem dziewięciu na każdej dłoni, a trzydziestu dodatkowo na głowie!
Dnie i noce. Wspomnienie pobytu w piekle
Cuchulainn przez wiele dni i nocy wyliczał swe bohaterskie czyny, których wiele zostało już zapomnianych. Największy bohater Irlandii nie poddawał się i tym razem.
Więcej o bohaterze Irlandii przeczytasz w Kronice: Cuchulainn – tragiczne życie celtyckiego herosa
– Najgorsza była noc z demonem – ciągnął cicho Pies Ulsteru. Dusza moja w czerwonym węglu się znalazła. Walczyłem Gae Bulgą, lecz palce diabła zgniótł mnie jak glinę. Choć żyłbym wiecznie na ziemi, lepsza dla mnie nagroda w niebie. Uwierz, nim ziemia cię pochłonie!
Loegaire milczał długo i stał bez słowa na wzgórzu. Choć prawda jawiła mu się przed oczami, nie zdołałw nią uwierzyć. Czy może wiary tej odmówił? Wtem ziemia zadrżała gwałtownie i falować zaczęła niczym morze. Zwały ziemi pochłonęły upartego króla. Cu Chulainn wzniósł oczy do nieba. Święty Patryk przywołał go po 450 latach od jego śmierci. Zdawać by się mogło, że na próżno. Po prawdzie jednak, tym sposobem połączyła się mitologia Celtów z wiarą chrześcijańską. Legenda Psa Ulsteru stała się świadectwem cudu.





