Pamiętasz te czasy, gdy każdy kinowy zwiastun zapowiadał epicką podróż do świata fantasy? Gdy Władca Pierścieni zbierał Oscary, Harry Potter zachwycał małych i dużych? Fantasy było na szczycie, ale coś się zmieniło. Czy fantasy w kinie umiera? Czy to tylko przejściowe tąpnięcie, po którym jeszcze się podniesie?

Fantasy w kinie spada z box office
Dane z ostatnich lat pokazują, że produkcje fantasy coraz rzadziej trafiają na wielki ekran. Szczególnie te oryginalne, niebędące częścią znanych franczyz. W dodatku widzowie chętniej wybierają science-fiction, a jeszcze większą popularnością cieszą się komedie i dramaty psychologiczne. A skoro wspomniałem już o franczyzach, to z nimi też różnie bywa. Nawet Fantastyczne zwierzęta nie spełniły oczekiwań finansowych ani artystycznych.
Spadek popularności fantasy może być nieco dłuższym przejściowym okresem albo wyraźnym sygnałem, że fantasy się kończy… przynajmniej w kinie.
Fantasy emigruje do streamingu
Fantasy przeniosło się z kin na ekrany komputerów i telewizorów. Netflix, Amazon i Max rzuciły się na ten gatunek jak wataha wygłodzonych wilków, choć w sporej części to również są franczyzy (nie w 100%). Wśród takich najgłośniejszych premier ostatnich lat, mogliśmy oglądać Wiedźmina, Koło Czasu, Ród Smoka czy Pierścienie Władzy. Streaming jednak nie zabił fantasy w kinie. Sprawił tylko, że fantasy ogólnie zaczęło się rozmywać.
Streaming daje więcej czasu i możliwości na budowę świata, ale jednocześnie często rozprasza fabułę. Fantasy potrzebuje struktury i świata, którego częścią zechce stać się widz. Problem w tym, że obecnie filmy i seriale fantasy najmocniej bazują na CGI i nostalgii, a efekty (uzyskane, a nie specjalne) bywają niezbyt zachwycające. Ciekawe, czy serial Harry Potter od Max poradzi sobie lepiej?
Tu pojawia się jeszcze jedna rzecz, która chyba boli mnie najbardziej. Anulowane serie. Kolejne sezony seriali fantasy pojawiają się w sporych odstępach. Śmiało można liczyć 1,5 roku albo 2 lata. W tym czasie, nawet jeśli serial był wciągający, to traci sporą część swojej magii, bo obrazy z produkcji powoli się zacierają. No ale obejrzysz pierwszy sezon, za dwa lata drugi i już sobie planujesz trzeci za kolejne dwa lata… z tym że po roku pojawia się informacja, że seria została anulowana. Zostajesz w połowie historii, która nigdy nie będzie dokończona. Czy to oznacza, że lepiej wstrzymać się 6 lat z seansem, żeby zobaczyć, czy pojawi się całość?
Dlaczego fantasy w kinie umiera?
Rzućmy jeszcze okiem na sytuację fantasy w kinie i problemy, z jakimi się mierzy. Jednym z głównych czynników jest duże ryzyko finansowe. Fantasy całkiem sporo kosztuje ze względu na scenografię, kostiumy i efekty specjalne. Wszystko musi być doskonałe, bo pomyłka może oznaczać milionowe straty.
Do tego dochodzi drugi problem, jakim jest brak świeżości. Gdy każda historia opowiada o wybrańcu, który musi poznać siebie, obudzić swoje moce, poznać nowy świat, którego stał się częścią, a następnie ten świat uratować… to już było. Kiedyś znakomicie działało, ale wszystko w nadmiarze z czasem zwyczajnie się nudzi. Fantasy w kinie nie oferuje w ostatnim czasie nic, co mogłoby przykuć uwagę.
Dziś sama magia nie wystarcza. Fantasy w kinie musi oferować coś więcej niż efekty specjalne. Publiczność potrzebuje emocji, głębi i postaci, z którymi można się utożsamiać, a CGI to tylko dodatek. Niestety zdaje się, że wielu twórców o tym zapomniało. Fajerwerki mogą być zwieńczeniem, ale istotą fantasy jest jej dusza. Fantasy opowiadało o nadziei, stracie, odwadze, wyrzeczeniach i przeznaczeniu. Dziś w znacznej mierze fantasy jest o… efektach specjalnych.
Czy coś jeszcze może uratować fantasy w kinie?
Teoretycznie tak, ale nie w wersji, do której przywykliśmy. Nie przez to, o czym wspomniałem wyżej. Nie przez kolejne historie o wybrańcu, który odkrywa swoje moce i siebie, a później ratuje świat przed ciemnością. Ten schemat już się wypalił. Ratunek może przyjść z innej strony. Z historii, w której centrum nie stoi “ten jedyny”, ale zwykli ludzie w niezwykłym świecie. Z opowieści, które nie kręcą się wokół ratowania całej rzeczywistości, tylko wokół pojedynczych losów i konsekwencji wyborów.
Ożywienie mogłoby też przyjść z mitologii świata, które wciąż czekają w cieniu. Nie tylko z tych najbardziej znanych i popularnych w fantasy, jak mitologia nordycka czy mitologia słowiańska, ale też innych, po które nieco rzadziej się sięga. Mogłaby to być mitologia celtycka, afrykańska czy indyjska, tak dla prostego przykładu.
I wreszcie fantasy nie musi być tylko o… fantasy. Może być lustrem ukazującym nasz rzeczywisty świat. Tak jak Labirynt Fauna, gdzie magia jest ucieczką przed koszmarem, albo w Świat Dysku Terry’ego Pratchetta, który odbija nasz świat w ironicznym, krzywym zwierciadle.
Czy to koniec fantasy w kinie?
Oby nie! Co prawda w ostatnich czasach nie było nic nadzwyczajnego i w 2026 też niczego się nie spodziewam, ale nie tracę nadziei. Pojawi się w kinie parę filmów animowanych, Avengers, Narnia czy Diuna 3, ale to wszystko już było. Może jednak fantasy nie umiera, ale czeka w uśpieniu, aż ktoś od nowa je opowie? Być może nie chodzi o to, czy fantasy da się jeszcze uratować, ale bardziej o to, czy ktoś odważy się opowiedzieć je na nowo?





